Jaskinia Radochowska to niewielka jaskinia krasowa w Górach Złotych, wydrążona w białym marmurze u stóp Bzowca, blisko Radochowa. Zwiedza się ją z przewodnikiem wąskim Korytarzem Łącznikowym i bocznymi komorami, wśród których wyróżnia się Komora Gotycka z jeziorkiem krasowym o powierzchni około 30 m². Wewnątrz zachowały się skromne nacieki, a temperatura przez cały rok wynosi około 9°C, co sprawdza się też w deszczowy dzień. Zwiedzanie jest krótkie i łatwe technicznie, nadaje się na wycieczkę z dzieckiem.
Dolina potoku Jaskiniec należy do tych miejsc na Ziemi Kłodzkiej, które łatwo przeoczyć: droga z Radochowa wspina się łagodnie, las się zamyka, a potem po prawej otwiera się łąka z wiatą i skalne zbocze z ciemnymi otworami. Wejście do wnętrza jest przez to trochę zaskakujące — z ciepłego, jasnego dnia wchodzi się w kilka sekund do korytarza, w którym oddech od razu staje się widoczny. To wycieczka na kwadrans, może dwa, ale zapamiętywalna, bo skala jest ludzka: nic tu nie przytłacza, wszystko można obejrzeć z odległości wyciągniętej ręki.
Co zobaczysz na miejscu
Zwiedzanie ma stały rytm: grupa zbiera się przy wejściu, przewodnik otwiera kratę i rusza się gęsiego. Do wnętrza prowadzą trzy sztuczne wejścia, więc trasa nie jest jednym ciągiem tunelu — z głównego korytarza odbija się kilka krótszych, poprzecznych odgałęzień, po drodze mija się wnęki i niewielkie komory. Miejsca jest tyle, ile trzeba; kto ma ponad metr osiemdziesiąt, ten w paru punktach pochyli głowę, ale nigdzie nie trzeba się czołgać ani wspinać.
Nacieków szuka się tu wzrokiem, a nie ogląda z rozdziawionymi ustami. Zachowały się formy wełniste, kaskadowe i draperie oraz ślady odłamanych stalaktytów i stalagmitów — przewodnik zwykle pokazuje je jako dowód tego, jak jaskinia wyglądała, zanim przez dwa wieki przetoczyły się nią tysiące ciekawskich. Bardziej niż same kształty robi wrażenie faktura ścian: biel skały przetykana kruchym, szaro-żółtym łupkiem, który sypie się ze stropu i zasila mulisty osad na spągu.
Zbiorniczek wody w największej z sal ma około 2 m głębokości, a jego poziom zmienia się w rytmie roku, bo system szczelin krasowych nadal pracuje i przepuszcza wodę z powierzchni. Warto też przez chwilę popatrzeć w górę: jaskinia jest zimowiskiem nietoperzy — nocka dużego, nocka rudego, gacka brunatnego, mopka zachodniego i mroczka późnego. W szczelinach i w wilgotnym namulisku żyją drobne bezkręgowce, między innymi studniczki tatrzańskie i prapierścienica jaskiniowa.
Skąd się to wzięło
Historia zaczyna się w pliocenie, czyli jakieś 5–1,6 mln lat temu, kiedy woda pod dużym ciśnieniem wypełniała cały przekrój przyszłych korytarzy i rozpuszczała soczewę marmuru, miejscami na styku z łupkami łyszczykowymi. Dlatego układ przejść nie jest przypadkowy: poszedł wzdłuż pęknięć tektonicznych i szczelin, a tam, gdzie te szczeliny się krzyżowały, powstały większe sale. Pod koniec pliocenu erozja pogłębiła dolinę, koryto potoku się obniżyło, wody krasowe opadły — i korytarze przy otworze zostały osuszone.
Wtedy zaczęło je wypełniać namulisko: gruz, ilaste osady znoszone z powierzchni, wytrącony węglan wapnia, materia organiczna, a wśród niej kości. Wybrano je w większości w latach 1933–1939, i właśnie te prace dały jaskini naukową sławę. G. Frenzel w 1935 roku, a rok później L. Zotz natrafili na szczątki około 20 gatunków zwierząt prehistorycznych — niedźwiedzia jaskiniowego, hieny jaskiniowej, dzikiego konia, nosorożca włochatego. Zotz znalazł też wyroby z kwarcytu, węgielki limby oraz czaszkę niedźwiedzia przykrytą skalną płytą, co podsunęło myśl o obozowaniu tu człowieka paleolitycznego; dziś tej hipotezy się nie utrzymuje.
Ile trwa i czy trudne
Cała wizyta pod ziemią to sprawa krótka — realnie kilkanaście do dwudziestu kilku minut z przewodnikiem, plus czas na zebranie się grupy przed wejściem. Do tego trzeba doliczyć dojście od miejsca, w którym zostawia się samochód, bo jaskinia leży na zboczu nad doliną i ostatni odcinek pokonuje się pieszo.
Technicznie nie ma tu nic, co wymagałoby kondycji czy sprzętu. Idzie się poziomo, korytarz jest wąski, ale przejezdny dla każdego, kto potrafi przejść kilkaset metrów bez zatrzymywania. Problemem bywa raczej podłoże: spąg jest wilgotny i miejscami śliski, bo woda sączy się szczelinami przez cały rok. Buty z jakimkolwiek bieżnikiem wystarczą, sandały i gładkie podeszwy — niekoniecznie. Cienka bluza albo kurtka to nie fanaberia, nawet w sierpniu; różnica temperatur między łąką a wnętrzem jest odczuwalna po pierwszych krokach.
Czy dzieci dadzą radę
To jedna z niewielu podziemnych tras w okolicy, na którą spokojnie zabiera się przedszkolaka. Krótki dystans, brak stromych schodów i drabin, przewodnik, który idzie na czele i pilnuje tempa — dziecko nie zdąży się zmęczyć ani znudzić. Największą frajdą bywa nie sama skała, lecz świadomość, że w tym miejscu leżały kości niedźwiedzia i nosorożca.
Gorzej z najmłodszymi w transporcie kołowym: z wózkiem nie ma szans — ani na dojściu, ani w korytarzu, gdzie nie da się manewrować. Niemowlę i roczniaka bierze się w nosidło, najlepiej takie z przodu, żeby dziecko nie zbierało głową nierówności stropu. Warto uprzedzić starszaka, że będzie ciemno i cicho i że nie wolno dotykać ścian ani formacji — to skała chroniona, a ślady po dawnych „pamiątkarzach" widać do dziś.
Kiedy najlepiej przyjechać
Obiekt działa przez cały rok, a ponieważ zwiedza się wnętrze, pogoda na powierzchni ma znaczenie drugorzędne — deszczowe popołudnie jest tu równie dobre jak słoneczne. Latem dochodzi dodatkowy argument: chłód pod ziemią bywa ulgą po godzinie marszu w upale.
Sezon ma jednak swoje niuanse. Poziom wody w jeziorku waha się z porą roku, więc wiosną po roztopach zbiornik wygląda inaczej niż pod koniec suchego lata. Zimą trzeba pamiętać, że to zimowisko nietoperzy — pora chłodna oznacza obecność zwierząt, które nie znoszą hałasu i światła w oczy. Jeśli planujesz połączyć wyjazd z dłuższym spacerem po Górach Złotych albo z drugą podziemną trasą, na przykład Jaskinią Niedźwiedzią w Kletnie, zaczynaj wcześnie — sama Radochowska zajmie mniej czasu, niż zabierze dojazd do niej.
Dojazd i parking
Punktem wyjścia jest Radochów w gminie Lądek-Zdrój. Stamtąd wyprowadza droga gruntowo-szutrowa w dolinę potoku Jaskiniec; przejedzie nią zwykłe auto osobowe, ale bez rozpędu i z uwagą na koleiny po deszczu. Auto zostawia się na bezpłatnym parkingu, który jest zalecanym wariantem dojazdu — dalej idzie się pieszo.
Bez samochodu też się da, i to wygodnie:
- szlak zielony z przystanku autobusowego w Radochowie przy trasie Kłodzko – Lądek-Zdrój, około 30 minut spokojnego marszu pod górę;
- szlak niebieski prosto z Lądka-Zdroju, przez Radochów i kalwarię na Cierniaku, około 80 minut — wariant dla tych, którzy chcą, żeby dojście samo w sobie było wycieczką.
Wstęp jest płatny i odbywa się wyłącznie w grupach z przewodnikiem, więc na miejscu bywa chwila czekania na skompletowanie składu — nie ma sensu planować minuta w minutę.
Co połączyć z wizytą
Krótka wizyta pod ziemią zostawia mnóstwo dnia do zagospodarowania, a dolina Jaskińca leży wygodnie pomiędzy kilkoma innymi celami. Naturalnym uzupełnieniem jest Kopalnia Złota w Złotym Stoku — też trasa podziemna, ale zupełnie innego rodzaju: wyrobisko wykute ludzką ręką zamiast korytarza wypłukanego przez wodę. Zestawienie tych dwóch miejsc jednego dnia daje niezłe pojęcie o tym, co w Górach Złotych zrobiła geologia, a co górnicy.
Jeśli po chłodzie i półmroku ciągnie was na otwartą przestrzeń, w zasięgu krótkiego dojazdu jest Wieża Widokowa na Borówkowej Górze, z panoramą grzbietu, którego zbocze zwiedzaliście od środka. Trzecim kierunkiem, spokojniejszym i dobrym na koniec dnia, jest Sanktuarium Maria Śnieżna na Iglicznej.
Pytania i odpowiedzi
Czy można wejść do Jaskini Radochowskiej na własną rękę?
Nie — otwory są zakratowane, a grupy oprowadzają wykwalifikowani przewodnicy. Oznacza to, że tempo i trasa nie zależą od was, a samodzielne zaglądanie w boczne wnęki odpada. Z drugiej strony bez komentarza przewodnika większość tego, co tu ciekawe — kontakt marmuru z łupkiem, resztki nacieków, miejsca po wybranym namulisku — po prostu przeszłoby niezauważone.
Czy jest gdzie przeczekać przed wejściem?
Tak. Na łące przed jaskinią stoi ogólnodostępna wiata turystyczna — miejsce na kanapkę, na przebranie dziecka albo na przeczekanie przelotnej ulewy przed zejściem pod ziemię. To także wygodny punkt zbiórki, gdy część towarzystwa zostaje na powierzchni.
Czy zobaczę tu duże stalaktyty i stalagmity?
Raczej nie w takiej formie, jakiej można się spodziewać po dawnej nazwie „Grota Stalaktytowa". Jaskinia była odwiedzana od drugiej połowy XVIII wieku i przez ten czas mocno ucierpiała — zostały głównie ślady po ułamanych formach oraz płaskie nacieki na ścianach. Kto przyjeżdża po efektowne szaty naciekowe, będzie zawiedziony; kto po historię i geologię — nie.
Czy przy jaskini można obejrzeć znalezione kości?
Na miejscu już nie. Przed wojną w drewnianym budynku obok działała poczekalnia z gablotami, w których wystawiano znaleziska paleontologiczne, ale gabloty rozkradziono w latach pięćdziesiątych, a sam budynek spłonął pod koniec lat 60. Dziś po zapleczu z tamtych czasów nie ma śladu.
Czy jaskinia jest objęta ochroną?
Cały obiekt ma status pomnika przyrody nieożywionej. W praktyce sprowadza się to do kilku prostych zasad: nie odłamuje się niczego ze ścian, nie zostawia śmieci i nie schodzi się z wyznaczonej trasy. Ochrona obejmuje też mieszkańców jaskini, więc w chłodnej porze roku szczególnie pilnuje się ciszy.
Czy warto tu przyjechać, jeśli widziało się już większe jaskinie w Sudetach?
Warto, choć z innym nastawieniem. Radochowska jest jedną z największych i najlepiej poznanych jaskiń w Sudetach, ale jej siłą nie są rozmiary, tylko kameralność i to, że praktycznie wszystko widać z bliska. Po głośniejszych trasach podziemnych bywa odświeżająca — kilkanaście minut w wąskim korytarzu, bez tłumu efektów i bez pośpiechu.