Szczeliniec Wielki to najwyższy szczyt Gór Stołowych. Na górę wchodzi się po kamiennych schodach liczących ponad sześćset stopni, a samo podejście zajmuje około czterdziestu minut. Spacer najkrótszą pętlą z miejscowości Karłów trwa niewiele ponad godzinę. Na szczycie czeka skalny labirynt z głębokimi korytarzami oraz skałami przypominającymi zwierzęta, takimi jak Wielbłąd czy Słoń. W wąwozie Piekiełko śnieg potrafi utrzymać się do czerwca. Z punktów widokowych przy XIX-wiecznym schronisku można oglądać okoliczne pasma górskie.
Płaskowyż na wysokości 919–922 metrów, oglądany z dołu wygląda jak odwrócona łódź albo stół przykryty lasem — stąd nazwa całego pasma. Trapezowa sylwetka Szczelińca jest rozpoznawalna z okolic Kłodzka, Radkowa i Nowej Rudy, więc większość ludzi widzi go po raz pierwszy przez szybę samochodu, na długo przed tym, jak stanie u podnóża schodów.
Co zobaczysz na górze
Szczyt nie jest kopcem ani granią. To płaski stół z piaskowca, porozcinany szczelinami tak głębokimi, że idzie się nimi jak korytarzami — z niebem widocznym w wąskim pasku nad głową. Trasa po szczycie jest jednokierunkowa i prowadzi po drewnianych pomostach, schodkach i przewężeniach, w których plecak trzeba czasem zdjąć z ramion.
Formy skalne mają własne imiona i tabliczki, a dzieci szukają ich jak w grze terenowej — zwykle znajdują szybciej niż dorośli:
- Wielbłąd i Słoń — dwie najczęściej fotografowane maczugi
- Kura — tuż przy trasie, łatwa do przegapienia
- Mamut, nazywany też Małpoludem
- Głowa Księżniczki Emilii — profil widoczny tylko pod jednym kątem
Osobnym punktem jest Piekiełko — szczelina długa na jakieś sto metrów i głęboka na dwadzieścia. Panuje w niej własny mikroklimat: jest zimno, wilgotno i ciemno, a śnieg potrafi zalegać na dnie do czerwca, kiedy na płaskowyżu dawno już jest lato. Wchodzi się tam po schodach i wychodzi drugą stroną.
Na szczycie stoi schronisko z 1845 roku, zbudowane w stylu tyrolskim — jedno z najstarszych w Sudetach. Przy nim są tarasy widokowe, z których widać okoliczne pasma i czeską stronę granicy.
Skąd się to wzięło
Góry Stołowe zbudowane są z osadów morza, które zalewało ten obszar w kredzie, jakieś siedemdziesiąt milionów lat temu. Piasek i muł osadzały się warstwami, twardniejąc w piaskowce i margle. Kiedy morze ustąpiło, a płyta wypiętrzyła się, woda i mróz zaczęły pracować na spękaniach: rozpuszczały spoiwo, rozsadzały szczeliny, wypłukiwały słabsze warstwy spod twardszych.
Efekt widać dziś na szczycie. Twarde ławice zostały jako maczugi i grzyby, miękkie zniknęły, a pęknięcia tektoniczne poszerzyły się w wąwozy. To ten sam mechanizm, który wyrzeźbił Błędne Skały i Skalne Grzyby — tylko że tam działał na poziomie gruntu, a tu na dachu płaskowyżu.
Sześćset schodów i czterdzieści minut
Do 1790 roku szczyt uchodził za niedostępny. Zmienił to Franciszek Pabel, późniejszy burmistrz Karłowa, który wraz z pruskimi żołnierzami wykuł w skale drogę na górę. Stopni jest około sześciuset sześćdziesięciu i to one budują opinię o trudności tego miejsca — niesłusznie, bo schody są szerokie i regularne. Trudność polega na ich liczbie, nie na stromiźnie.
Ile to zajmuje naprawdę:
- podejście po schodach — około czterdziestu minut spokojnym tempem
- najkrótsza pętla z Karłowa — niewiele ponad godzinę
- ze zwiedzaniem labiryntu — realnie dwie do trzech godzin
Prawie nikt nie schodzi tak szybko, jak planował: labirynt zatrzymuje ludzi na dłużej, niż zakładali przy parkingu.
Czy dzieci dadzą radę
Dadzą, ale trzeba je przygotować na wysiłek. Sześćset schodów to dla kilkulatka realne przedsięwzięcie, a na górze czekają miejsca, w których trzeba się schylić i przecisnąć bokiem. Dzieci zwykle są tym zachwycone i problem pojawia się dopiero w drodze powrotnej, kiedy nogi mówią dość.
Z wózkiem nie ma szans — ani schody, ani szczeliny na to nie pozwalają. Nosidło sprawdza się tylko do pewnego wzrostu dziecka, bo w wąskich przejściach nad głową jest skała.
Kiedy przyjechać
Wiosną i jesienią jest najładniej: mniej ludzi, a mgła wchodząca między bloki daje widoki, których w pełnym słońcu nie będzie. Zimą trasa bywa zamknięta albo wymaga raczków — decyduje o tym zarządca parku narodowego, więc przed wyjazdem warto sprawdzić komunikaty.
Dojazd i parking
Wejście zaczyna się w Karłowie i innej drogi nie ma — to teren Parku Narodowego Gór Stołowych, obowiązuje jedna wyznaczona trasa i płatny wstęp. Samochód zostawia się na jednym z dwóch parkingów:
- Parking Ogrodowy — bliżej początku schodów
- parking parku narodowego — kawałek dalej
Oba są płatne i oba zapełniają się w wakacyjny weekend przed dziesiątą. Później zostaje szukanie miejsca wzdłuż drogi, coraz dalej od wejścia.
Psów na trasę nie wpuszcza się — obowiązują tu zasady parku narodowego.
Co połączyć z wizytą
Klasyczny duet to Szczeliniec i Błędne Skały: dwie zupełnie różne rzeczy w tym samym paśmie, kwadrans jazdy od siebie. Kto woli spokój, powinien dorzucić Narożnik albo ruiny Fortu Karola, gdzie ruch jest nieporównanie mniejszy.
Ile trwa wejście na Szczeliniec Wielki?
Samo podejście po schodach to około czterdziestu minut. Pętla z Karłowa i z powrotem — niewiele ponad godzinę. Ze zwiedzaniem labiryntu i przystankami przy punktach widokowych wychodzą dwie, trzy godziny.
Czy trzeba mieć dobrą kondycję?
Nie trzeba, trzeba mieć czas. Schody są równe i szerokie, więc kto wejdzie na kilka pięter, wejdzie i tutaj — tylko wolniej i z przerwami.
Czy da się wejść zimą?
Bywa, że tak, ale trasa potrafi być zamknięta albo wymagać raczków. To decyzja zarządcy parku, zależna od warunków, więc sprawdź komunikaty przed wyjazdem.
Dlaczego w Piekiełku leży śnieg w maju?
Bo to wąska szczelina głęboka na dwadzieścia metrów, do której nie dociera słońce, a chłodne powietrze zalega na dnie. Latem jest tam kilka stopni mniej niż na powierzchni płaskowyżu.